Wszystko inaczej.
Kiedy pociąg
zatrzymał się ze zgrzytem kół, w środku zrobiło się wielkie poruszenie. Każdy szybko
chciał wyjść na stacje. Niebo było już całkiem
czarne a niezliczone gwiazdy mrugały wesoło jak miliony latarek. W pociągu było już na tyle tłoczno, że nawet
nie dało się otworzyć drzwi od ślizgońskiego przedziału, w którym stała
zniecierpliwiona Olivia. Po upływie
niespełna pięciu minut, wąskie korytarze opustoszały na tyle, że można było
wyjść. Cała grupka przecisnęła się do
drzwi wyjściowych i po chwili wszyscy stali już na słabo oświetlonym peronie.
Wiał lekki wiatr ale
w powietrzu wyczuwało się jeszcze letni ciepło. Wszyscy pierwszoroczniacy
zgromadzili się teraz wokół wysokiego nauczyciela o krótkich blond włosach i w
trochę zniszczonym płaszczu zarzuconym niedbale na plecy. Jego twarz wyglądała
bardzo sympatycznie. Olivia również zbliżyła się do grupy młodych czarodziejów
czekających na swoje łódki.
Zana i stara tradycja
nakazywała, aby wszyscy pierwszacy przed swoją pierwszą uczta przepłynęli do
zamku łódkami, podczas gdy starsi uczniowie spokojnie jechali majestatycznymi
powozami. Na rejs po jeziorze pogoda
była wspaniała. Oświetlony Hogwart z ich perspektywy pięknie odbijał się na
czarnym niebie. Olivia siedziała w swojej małej bujającej się łodzi z zapartym tchem
patrząc w jej nową szkołę, kiedy usłyszała za sobą głos.
-Super, co? – był to
chłopak z pociągu, który rozmawiał ze
starsza krukonką. Motylki w brzuchu
znowu dały o sobie znać, kiedy spojrzała wprost w jego piękne oczy.
-Taaak. – Powiedziała
trochę rozmarzonym tonem.
-Jestem Simon Hodge!-
z jego ust znów wydobył się ten niebiański ton. Olivia otrząsnęła się i
odpowiedziała tak sympatycznie, jak tylko mogła.
- Olivia Pringle!
-Bardzo mi miło! – chłopak
wstał i usiadł teraz bliżej niej. Czując, że traci płynność rozmowy zapytał. –
Twój tata jest aurorem?
-Tak. – Jej głos
zdawał się być tym razem bardziej obojętny. Nie za bardzo kręciły ją rozmowy o
tym jaką to jej tata ma super prace, jaki jest super, itp. – Nic takiego. – dodała jeszcze, ponieważ
zauważyła, że Simon chce podtrzymać rozmowę kontynuując ten temat, który jednak
nie był jej na rękę. Chłopak chyba to zrozumiał, bo aż do końca „rejsu” się nie odezwał się.
Widocznie nie chcąc psuć nowej znajomości.
Olivia wyszła z łódki
i stanęła koło jakiejś niezbyt sympatycznie wyglądającej dziewczyny. W pewnym momencie, gdy wszyscy uczniowie stali
już na drewnianym podeście, wysoki nauczyciel stanął przed nimi i powiedział
wesoło:
-Witam was Moi Drodzy
w Hogwarcie! Teraz wejdziemy do zamku, gdzie oddacie się pod opiekę prof. Xeme
Werdyen’a, który powie Wam, co dalej robić.
Paru uczniów uśmiechnęło
się do siebie i chaotycznie ruszyli po wąskich schodkach wprost do wielkich wrót.
Otworzyły się przed nimi szeroko, a
kiedy przekroczyli próg, znaleźli się w Sali wejściowej. Olivia rozglądnęła się,
próbując znaleźć wzrokiem owego nauczyciela, który ich przyprowadził, ale
nigdzie go nie było. Zamiast niego, na początku wielkiej grupy
pierwszoroczniaków stał teraz inny profesor, z długa brodą i wielkimi piwnymi oczami.
Patrzył na nich łagodnie a na twarzy
malował mu się nikły uśmiech.
-Witam w Hogwarcie. –
przemówił, a wszystkie głowy skierowały się teraz w jego stronę. - Za kilka minut, jak już pewnie niektórzy z
was wiedzą , rozpocznie się to, na co wszyscy zapewne długo czekaliście.
Ceremonia Przydziału. Zostaniecie
rozesłani do czterech domów. Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw lub Slytherin.
Każdy z nich kształtuje w młodych adeptach magii inne cechy i wpaja inne wartości. Stara Tiara Przydziału, licząca sobie już bardzo
wiele lat, nigdy nie dokonała błędnego wyboru i każdy czarodziej zawsze
znajdował swoje miejsce w tej szkole. Mam
nadzieje, że i wy świetnie się tu
zaaklimatyzujecie i będziecie pilnie
przykładać się do nauki, jak przystało na porządnych czarodziejów i czarownice.
– Rozległy się oklaski, a ręce profesora Xeme podniosły się do góry i szybko
opadły, wyraźnie nakazując ciszę. – A teraz, proszę ustawić się w ładny,
porządny szereg i razem wejdziemy do Wielkiej Sali.
Zrobiło się małe
zamieszanie, ale po kilkunastu sekundach wszyscy byli już perfekcyjnie
ustawieni. Wielkie wrota nagle otworzyły się i Olivia, która stała prawie na
początku, ujrzała strumień światła wypływający z Wielkiej Sali. Idąc przez
środek, czuła na sobie tysiące oczu skierowanych prosto w jej twarz. Na końcu olbrzymiego pomieszczenia stał długi
stół, za którym siedziało kilkunastu starszych czarodziei. Nie ulegało
wątpliwości, że byli to profesorowie, a którymi już niedługo będzie miała
pierwsze lekcje. W całej sali stały jeszcze cztery wielkie stoły. Z opowiadań
braci Olivia wiedziała, że każdy z nich należy do innego domu. Z każdym krokiem
napięcie rosło w niej, aż w końcu, kiedy
wszyscy stanęli i czekali jakby na wyrok, myślała, że za chwilę na oczach całej
szkoły po prostu wybuchnie.
Stary czarodziej,
który wprowadził ich do Wielkiej Sali, wszedł na wysoki podest i podszedł do
niewielkiego drewnianego stołka, na którym leżała stara i zniszczona czapka. Ku
zdziwieniu wszystkich pierwszoroczniaków tiara otworzyła oczy, ujawniła usta i
poczęła śpiewać tak głośno, żeby na pewno dobrze usłyszeli:
Jeśli brak Wam
świadomości
Nie lubicie siedzieć
w złości
Do Hogwartu
przyjdźcie śmiało
Tu wam wszystko
będzie grało.
Nie zaznacie tutaj
smutku
Nikt nie będzie mówił
„głupku”
A kiedy zdarzy ci się
Troll
Zaraz pomoże Ci twój dom.
W nim skryta jest
tajemnica
Każdy czarodziej i czarownica
Co poznać chcą ja
zawzięcie
Czeka rychłe
nieszczęście.
W Gryffindorze czas
Ci zleci
Nie będzie tam
niedojrzałych dzieci
Tylko konkretni
czarodzieje
Pomyślisz, że to się na
prawdę nie dzieje.
Hufflepuff to dobry
dom
Każdy się tu dobrze
bawi.
Tam prefekci zgodnie
działają
Wszystkim uczniom
czas umilają.
Ravenclaw choć nie
tak znana
Spośród czwórki jest
wybrana
Kiedy masz nauki dar
I chcesz rzucić jakiś
czar.
Salazar dobrze Ci
jest znany,
Choć nie zawsze
szanowany,
Dom swój również miał,
W Slytherinie
będziesz szalał.
Kiedy tiara
skończyła, na całej sali rozległy się głośnie oklaski. Niektórzy starsi
uczniowie powstawali nawet z miejsc, ale nagle wszystko ucichło i czarodziej w
podeszłym wieku z jego siwą broda i sympatyczna twarzą zaczął mówić:
-Każdy z was za
chwile podejdzie i zostanie przydzielony do jednego z czterech domów
Hogwartu. Po usłyszeniu nazwy domu,
siada przy odpowiednim stole. – i wskazał na cztery wielkie blaty, przy których
siedzieli inni uczniowie. A potem zaczął znowu – Mam nadzieję, że jesteście już
gotowi. – podszedł do taboretu, w jednej
ręce trzymając długi pergamin, drugą podniósł stara czapkę. - Jagoda Black.
Wszystkie oczy
skierowały się na przestraszona dziewczynę idąca powoli w stronę krzesła.
Weszła powoli na podest, leniwie usiadła na krzesełku, a prof. Xeme włożył jej na głowę tiarę, która
zaczęła mówić tak samo głośno, jak przed paroma minutami.
- Umysł… Zaglądnijmy tam. – mruknęła krótko – Ooo…! Już wiem! Twoim
domem będzie na pewno… RAVENCLAW!!! – burza oklasków znowu rozbiła się po całej
Sali, a Jagoda lekkim już krokiem udała się do stołu krukonów.
-Nel Lestrange –
powiedział profesor.
Z piersi paru uczniów
wydobył się dźwięk przerażenia. Nikt jeszcze nie zapomniał o czarownicy, która
wykazała się przeraźliwym okrucieństwem, a teraz jej nazwisko rozbrzmiało
głośno po całej sali przyprawiając niektórych o dreszcze.
Bardzo zakręcona
dziewczyna podeszła szybkim krokiem do stołka, usiadła na nim, a kiedy na jej
głowę opadła stara czapka wszyscy znowu ucichli.
- Lestrange… To
nazwisko przyprawia o dreszcze wiele osób w tej Sali… Taaaak… Czuję to. –
powiedziała tiara stanowczym, tajemniczym głosem. – Więc tak mi się zdaje, że
najodpowiedniejszy dla Ciebie będzie SLYTHERIN!!! – znów krzyknęła a uczniowie
zaklaskali nieco mniej entuzjastycznie co poprzednio.
-James Willton! –
pewny siebie młody czarodziej, na którego Olivia nie zwróciła wcześniej uwagi,
kroczył dumnie przed siebie.
-HUFFLEPUFF –
oznajmiła wesoło tiara nie zastanawiając się ani chwili. Widać było, że nie ma
co do tego żadnych wątpliwości. James uśmiechnął się z przekąsem i ruszył w
kierunku wiwatujących pucho nów.
-Simon Hodge! –
oznajmił znowu Xeme Werdyen.
Kiedy młody
czarodziej szedł w stronę podestu, mijając Olivię mrugnął do niej
porozumiewawczo okiem. Ona niestety nie zrozumiała jego intencji, więc zaczęła
intensywnie zastanawiać się o co chodziło.
-Tak! Wiem to!
SLYTHERIN!!! – „Ona chyba znowu nie miała żadnych wątpliwości” pomyślała
Olivia. Chłopak natomiast uśmiechnął się do niej i ruszył bez zastanowienia w kierunku stołu ślizgonów.
-Olivia Pringle! –nagle
cały świat się zatrzymał. Olivii zamarł dech w piersiach. Czuła, że nogi
odmawiają jej posłuszeństwa, a mimo to poszła przed siebie z bardzo dziwna
miną. Usiadła, cała drżąc, na taborecie i spojrzała w tłum. Zauważyła Williama,
który uśmiechnął się do niej porozumiewawczo. Pomyślała sobie, że na pewno
trafi do Hufflepuff’u, więc wyluzowała się na chwile i starała nie myśleć o tej
strasznej sytuacji. Nagle tiara przemówiła na jej głowie, a ona podskoczyła
lekko ze strachu.
-Jeśli się nie mylę a
na pewno tak jest, twoi bracia są w Hufflepuffie. Byłoby przykro, gdybyś
trafiła gdzie indziej. Ale… - tu zastanowiła się i zmrużyła trochę oczy - widzę w tobie potencjał, jakiego nie widziałem
w twoich braciach. Myślę, że odpowiednim domem dla Ciebie będzie – serce Olivii
biło szybciej niż kiedykolwiek. – SLYTHERIN!!! – ślizgoni zaczęli głośno
klaskać. Olivia miała mieszane uczucia. Zawsze myślała, że będzie w jednym domu
razem z braćmi. A jednak wszystko potoczyło się inaczej. Uśmiechnęła się mimo
woli i ruszyła w stronę jej stołu. Usiadła koło Simona i zaczęła
rozmyślać. Zobaczyła, że niedaleko niej
siedzi Hanna i Alexa, które uśmiechają się wesoło. Zrozumiała, że zna już kilka
osób, więc może łatwo będzie jej się zaaklimatyzować. Jeżeli wszyscy są tacy jak
one, to nie będzie miała najmniejszego problemu.
Nim się spostrzegła,
na środku została ostatnia osoba.
-Beauty Pearl! –
powiedział czarodziej stojący na podeście, a przestraszona dziewczyna podeszła
do stołka. Kiedy tiara znalazła się na jej głowie znów odezwała się donośnym
głosem:
-Słodka, miła,
niezdarna… Te cechy widzę bardzo wyraźnie, ale umysł, który również jest spory,
podpowiada mi, że powinnaś trafić do tego domu. Tak więc najodpowiedniejszy dla
Ciebie będzie oczywiście… GRYFFINDOR!!! – tym razem oklaski odezwały się po
przeciwległej stronie wielkiej Sali.
Kiedy zadowolona
Beauty usiadła razem z innymi gryfonami,
zza stołu nauczycielskiego podniosła się starsza czarownica i podeszła
do ambonky, której Olivia wcześniej nie zauważyła.
-Witam Was serdecznie
w nowym roku szkolnym! Mam nadzieje, że nasi pierwszoroczniacy dobrze odnajdą
się wśród starszych uczniów i zawrą przyjaźnie na całe życie. Ale…! Nie
zapominajcie o nauce, bo przecież wszyscy po to tu jesteśmy. Milo mi poinformować, że do grona naszych
nauczycieli dołączył w tym roku profesor
Martin McCarthy, który będzie nauczał Zaklęć. Wierzę, że przyjmiecie go gorąco.
Na koniec pragnęła bym oficjalnie powiedzieć, że nowy rok szkolny
uważam za otwarty. – rozległy się gromkie brawa i w tym samym momencie stoły
ugięły się pod ciężarem najróżniejszych potraw. Począwszy od ziemniaków i mięs,
skończywszy na galaretkach, budyniach i ciastkach. Wszyscy łapczywie zabrali
się za jedzenie. Olivia poczuła, że i ona trochę zgłodniała, więc nałożyła
sobie na talerz udko z kurczak w sosie, odrobinę ryżu i jakąś ładnie
wyglądająca surówkę i zaczęła powoli jeść. Stwierdziła, że tak pysznego
jedzenia nigdy nie miała w ustach.
Czekam aż mnie zamieścisz xD
OdpowiedzUsuń