czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 4.

Wszystko inaczej.

Kiedy pociąg zatrzymał się ze zgrzytem kół, w środku zrobiło się wielkie poruszenie. Każdy szybko chciał wyjść na stacje.  Niebo było już całkiem czarne a niezliczone gwiazdy mrugały wesoło jak miliony latarek.  W pociągu było już na tyle tłoczno, że nawet nie dało się otworzyć drzwi od ślizgońskiego przedziału, w którym stała zniecierpliwiona Olivia.  Po upływie niespełna pięciu minut, wąskie korytarze opustoszały na tyle, że można było wyjść.  Cała grupka przecisnęła się do drzwi wyjściowych i po chwili wszyscy stali już na słabo oświetlonym peronie.
Wiał lekki wiatr ale w powietrzu wyczuwało się jeszcze letni ciepło. Wszyscy pierwszoroczniacy zgromadzili się teraz wokół wysokiego nauczyciela o krótkich blond włosach i w trochę zniszczonym płaszczu zarzuconym niedbale na plecy. Jego twarz wyglądała bardzo sympatycznie. Olivia również zbliżyła się do grupy młodych czarodziejów czekających na swoje łódki.
Zana i stara tradycja nakazywała, aby wszyscy pierwszacy przed swoją pierwszą uczta przepłynęli do zamku łódkami, podczas gdy starsi uczniowie spokojnie jechali majestatycznymi powozami.  Na rejs po jeziorze pogoda była wspaniała. Oświetlony Hogwart z ich perspektywy pięknie odbijał się na czarnym niebie. Olivia siedziała w swojej małej bujającej się łodzi z zapartym tchem patrząc w jej nową szkołę, kiedy usłyszała za sobą głos.
-Super, co? – był to chłopak z pociągu, który rozmawiał  ze starsza krukonką.  Motylki w brzuchu znowu dały o sobie znać, kiedy spojrzała wprost w jego piękne oczy.
-Taaak. – Powiedziała trochę rozmarzonym tonem.
-Jestem Simon Hodge!- z jego ust znów wydobył się ten niebiański ton. Olivia otrząsnęła się i odpowiedziała tak sympatycznie, jak tylko mogła.
- Olivia Pringle!
-Bardzo mi miło! – chłopak wstał i usiadł teraz bliżej niej. Czując, że traci płynność rozmowy zapytał. – Twój tata jest aurorem?
-Tak. – Jej głos zdawał się być tym razem bardziej obojętny. Nie za bardzo kręciły ją rozmowy o tym jaką to jej tata ma super prace, jaki jest super, itp.  – Nic takiego. – dodała jeszcze, ponieważ zauważyła, że Simon chce podtrzymać rozmowę kontynuując ten temat, który jednak nie był jej na rękę. Chłopak chyba to zrozumiał, bo aż  do końca „rejsu” się nie odezwał się. Widocznie nie chcąc psuć nowej znajomości.  
Olivia wyszła z łódki i stanęła koło jakiejś niezbyt sympatycznie wyglądającej dziewczyny.  W pewnym momencie, gdy wszyscy uczniowie stali już na drewnianym podeście, wysoki nauczyciel stanął przed nimi i powiedział wesoło:
-Witam was Moi Drodzy w Hogwarcie! Teraz wejdziemy do zamku, gdzie oddacie się pod opiekę prof. Xeme Werdyen’a, który powie Wam, co dalej robić.
Paru uczniów uśmiechnęło się do siebie i chaotycznie ruszyli po wąskich schodkach wprost do wielkich wrót.  Otworzyły się przed nimi szeroko, a kiedy przekroczyli próg, znaleźli się w Sali wejściowej. Olivia rozglądnęła się, próbując znaleźć wzrokiem owego nauczyciela, który ich przyprowadził, ale nigdzie go nie było. Zamiast niego, na początku wielkiej grupy pierwszoroczniaków stał teraz inny profesor, z długa brodą i wielkimi piwnymi oczami.  Patrzył na nich łagodnie a na twarzy malował mu się nikły uśmiech.
-Witam w Hogwarcie. – przemówił, a wszystkie głowy skierowały się teraz w jego stronę. -  Za kilka minut, jak już pewnie niektórzy z was wiedzą , rozpocznie się to, na co wszyscy zapewne długo czekaliście. Ceremonia Przydziału.  Zostaniecie rozesłani do czterech domów. Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw lub Slytherin. Każdy z nich kształtuje w młodych adeptach magii inne  cechy i wpaja inne wartości.  Stara Tiara Przydziału, licząca sobie już bardzo wiele lat, nigdy nie dokonała błędnego wyboru i każdy czarodziej zawsze znajdował swoje miejsce w tej szkole.  Mam nadzieje, że i wy świetnie  się tu zaaklimatyzujecie  i będziecie pilnie przykładać się do nauki, jak przystało na porządnych czarodziejów i czarownice. – Rozległy się oklaski, a ręce profesora Xeme podniosły się do góry i szybko opadły, wyraźnie nakazując ciszę. – A teraz, proszę ustawić się w ładny, porządny szereg i razem wejdziemy do Wielkiej Sali.
Zrobiło się małe zamieszanie, ale po kilkunastu sekundach wszyscy byli już perfekcyjnie ustawieni. Wielkie wrota nagle otworzyły się i Olivia, która stała prawie na początku, ujrzała strumień światła wypływający z Wielkiej Sali. Idąc przez środek, czuła na sobie tysiące oczu skierowanych prosto w jej twarz.  Na końcu olbrzymiego pomieszczenia stał długi stół, za którym siedziało kilkunastu starszych czarodziei. Nie ulegało wątpliwości, że byli to profesorowie, a którymi już niedługo będzie miała pierwsze lekcje. W całej sali stały jeszcze cztery wielkie stoły. Z opowiadań braci Olivia wiedziała, że każdy z nich należy do innego domu. Z każdym krokiem napięcie rosło w niej, aż w  końcu, kiedy wszyscy stanęli i czekali jakby na wyrok, myślała, że za chwilę na oczach całej szkoły po prostu wybuchnie.
Stary czarodziej, który wprowadził ich do Wielkiej Sali, wszedł na wysoki podest i podszedł do niewielkiego drewnianego stołka, na którym leżała stara i zniszczona czapka. Ku zdziwieniu wszystkich pierwszoroczniaków tiara otworzyła oczy, ujawniła usta i poczęła śpiewać tak głośno, żeby na pewno dobrze usłyszeli:
Jeśli brak Wam świadomości
Nie lubicie siedzieć w złości
Do Hogwartu przyjdźcie śmiało
Tu wam wszystko będzie grało.
Nie zaznacie tutaj smutku
Nikt nie będzie mówił „głupku”
A kiedy zdarzy ci się Troll
Zaraz pomoże Ci twój dom.
W nim skryta jest tajemnica
Każdy czarodziej i czarownica
Co poznać chcą ja zawzięcie
Czeka rychłe nieszczęście.
W Gryffindorze czas Ci zleci
Nie będzie tam niedojrzałych dzieci
Tylko konkretni czarodzieje
Pomyślisz, że to się na prawdę nie dzieje.
Hufflepuff to dobry dom
Każdy się tu dobrze bawi.
Tam prefekci zgodnie działają
Wszystkim uczniom czas umilają.
Ravenclaw choć nie tak znana
Spośród czwórki jest wybrana
Kiedy masz nauki dar
I chcesz rzucić jakiś czar.
Salazar dobrze Ci jest znany,
Choć nie zawsze szanowany,
Dom swój również miał,
W Slytherinie będziesz szalał.
Kiedy tiara skończyła, na całej sali rozległy się głośnie oklaski. Niektórzy starsi uczniowie powstawali nawet z miejsc, ale nagle wszystko ucichło i czarodziej w podeszłym wieku z jego siwą broda i sympatyczna twarzą zaczął mówić:
-Każdy z was za chwile podejdzie i zostanie przydzielony do jednego z czterech domów Hogwartu.  Po usłyszeniu nazwy domu, siada przy odpowiednim stole. – i wskazał na cztery wielkie blaty, przy których siedzieli inni uczniowie. A potem zaczął znowu – Mam nadzieję, że jesteście już gotowi.  – podszedł do taboretu, w jednej ręce trzymając długi pergamin, drugą podniósł stara czapkę. -  Jagoda Black.
Wszystkie oczy skierowały się na przestraszona dziewczynę idąca powoli w stronę krzesła. Weszła powoli na podest, leniwie usiadła na krzesełku, a  prof. Xeme włożył jej na głowę tiarę, która zaczęła mówić tak samo głośno, jak przed paroma minutami.
-  Umysł… Zaglądnijmy tam.   – mruknęła krótko – Ooo…! Już wiem! Twoim domem będzie na pewno… RAVENCLAW!!! – burza oklasków znowu rozbiła się po całej Sali, a Jagoda lekkim już krokiem udała się do stołu krukonów.
-Nel Lestrange – powiedział profesor.
Z piersi paru uczniów wydobył się dźwięk przerażenia. Nikt jeszcze nie zapomniał o czarownicy, która wykazała się przeraźliwym okrucieństwem, a teraz jej nazwisko rozbrzmiało głośno po całej sali przyprawiając niektórych o dreszcze.  
Bardzo zakręcona dziewczyna podeszła szybkim krokiem do stołka, usiadła na nim, a kiedy na jej głowę opadła stara czapka wszyscy znowu ucichli.
- Lestrange… To nazwisko przyprawia o dreszcze wiele osób w tej Sali… Taaaak… Czuję to. – powiedziała tiara stanowczym, tajemniczym głosem. – Więc tak mi się zdaje, że najodpowiedniejszy dla Ciebie będzie SLYTHERIN!!! – znów krzyknęła a uczniowie zaklaskali nieco mniej entuzjastycznie co poprzednio.
-James Willton! – pewny siebie młody czarodziej, na którego Olivia nie zwróciła wcześniej uwagi, kroczył dumnie przed siebie.
-HUFFLEPUFF – oznajmiła wesoło tiara nie zastanawiając się ani chwili. Widać było, że nie ma co do tego żadnych wątpliwości. James uśmiechnął się z przekąsem i ruszył w kierunku wiwatujących pucho nów.
-Simon Hodge! – oznajmił znowu Xeme Werdyen.
Kiedy młody czarodziej szedł w stronę podestu, mijając Olivię mrugnął do niej porozumiewawczo okiem. Ona niestety nie zrozumiała jego intencji, więc zaczęła intensywnie zastanawiać się o co chodziło.
-Tak! Wiem to! SLYTHERIN!!! – „Ona chyba znowu nie miała żadnych wątpliwości” pomyślała Olivia. Chłopak natomiast uśmiechnął się do niej  i ruszył bez zastanowienia w kierunku stołu ślizgonów.
-Olivia Pringle! –nagle cały świat się zatrzymał. Olivii zamarł dech w piersiach. Czuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa, a mimo to poszła przed siebie z bardzo dziwna miną. Usiadła, cała drżąc, na taborecie i spojrzała w tłum. Zauważyła Williama, który uśmiechnął się do niej porozumiewawczo. Pomyślała sobie, że na pewno trafi do Hufflepuff’u, więc wyluzowała się na chwile i starała nie myśleć o tej strasznej sytuacji. Nagle tiara przemówiła na jej głowie, a ona podskoczyła lekko ze strachu.
-Jeśli się nie mylę a na pewno tak jest, twoi bracia są w Hufflepuffie. Byłoby przykro, gdybyś trafiła gdzie indziej. Ale… - tu zastanowiła się i zmrużyła trochę oczy -  widzę w tobie potencjał, jakiego nie widziałem w twoich braciach. Myślę, że odpowiednim domem dla Ciebie będzie – serce Olivii biło szybciej niż kiedykolwiek. – SLYTHERIN!!! – ślizgoni zaczęli głośno klaskać. Olivia miała mieszane uczucia. Zawsze myślała, że będzie w jednym domu razem z braćmi. A jednak wszystko potoczyło się inaczej. Uśmiechnęła się mimo woli i ruszyła w stronę jej stołu. Usiadła koło Simona i zaczęła rozmyślać.  Zobaczyła, że niedaleko niej siedzi Hanna i Alexa, które uśmiechają się wesoło. Zrozumiała, że zna już kilka osób, więc może łatwo będzie jej się zaaklimatyzować. Jeżeli wszyscy są tacy jak one, to nie będzie miała najmniejszego problemu.
Nim się spostrzegła, na środku została ostatnia osoba.
-Beauty Pearl! – powiedział czarodziej stojący na podeście, a przestraszona dziewczyna podeszła do stołka. Kiedy tiara znalazła się na jej głowie znów odezwała się donośnym głosem:
-Słodka, miła, niezdarna… Te cechy widzę bardzo wyraźnie, ale umysł, który również jest spory, podpowiada mi, że powinnaś trafić do tego domu. Tak więc najodpowiedniejszy dla Ciebie będzie oczywiście… GRYFFINDOR!!! – tym razem oklaski odezwały się po przeciwległej stronie wielkiej Sali.
Kiedy zadowolona Beauty usiadła razem z innymi gryfonami,  zza stołu nauczycielskiego podniosła się starsza czarownica i podeszła do ambonky, której Olivia wcześniej nie zauważyła.
-Witam Was serdecznie w nowym roku szkolnym! Mam nadzieje, że nasi pierwszoroczniacy dobrze odnajdą się wśród starszych uczniów i zawrą przyjaźnie na całe życie. Ale…! Nie zapominajcie o nauce, bo przecież wszyscy po to tu jesteśmy.  Milo mi poinformować, że do grona naszych nauczycieli dołączył w  tym roku profesor Martin McCarthy, który będzie nauczał Zaklęć. Wierzę, że przyjmiecie go gorąco. Na koniec pragnęła  bym  oficjalnie powiedzieć, że nowy rok szkolny uważam za otwarty. – rozległy się gromkie brawa i w tym samym momencie stoły ugięły się pod ciężarem najróżniejszych potraw. Począwszy od ziemniaków i mięs, skończywszy na galaretkach, budyniach i ciastkach. Wszyscy łapczywie zabrali się za jedzenie. Olivia poczuła, że i ona trochę zgłodniała, więc nałożyła sobie na talerz udko z kurczak w sosie, odrobinę ryżu i jakąś ładnie wyglądająca surówkę i zaczęła powoli jeść. Stwierdziła, że tak pysznego jedzenia nigdy nie miała w ustach.


1 komentarz:

Obserwatorzy

Tekst

123 Lorem ipsum

Statystyka

Popularne posty