sobota, 23 marca 2013

Rozdział 1.

 Niebo spowijał mrok. Taak. Zapowiadała sie piękna sierpniowa noc. Olivia jak zwykle o tej porze siedziała na laptopie w poszukiwaniu jakichś nowych ciuchów. Strony, które tak przeglądała były dla niej już o wiele nudniejsze niż za pierwszym razem. Nie myśląc długo wyłączyła laptop, założyła na nogi śmieszne czerwone kapcie i zeszła pospiesznie na dół. Gdy doszła do korytarza szybko ubrała tenisówki i wyszła na dwór. 
     Za domem rozciągało się wielkie podwórko pełne drzew, krzewów i kwiatów. Niebo było gwiaździste i księżyc w pełni rozjaśniał ogromny trawnik. Gdzieś w oddali można było zauważyć mały magazynek  coś podobnego szopy. Olivia biegiem udała się do tego miejsca. Otworzyła wielkie drewniane drzwi i weszła do środka. Znajdowało się tam pełno gratów, wśród których widniało 6 mioteł. Wzięła jedną z nich i zamknąwszy  za sobą wrota skierowała się w stronę gęsto rosnących drzew. Szła dobre 10 minut, zanim jej oczom ukazało sie małe , prowizoryczne boisko do quidditcha. Włożyła miotłę między nogi i bez wahania wystrzeliła w górę niczym rakieta. Przez dobry kawałek czasu latała tak sobie robiąc dziwne skręty, młynki, itp. Widocznie znużona samotnym lotem zdecydowała sie wrócić na chwilę do domu. Kiedy weszła rozległ się głos Lily. 
-Kto tam? - Ciepły ton rozbrzmiał w całym domu .
-To ja Olivia! - krzyknęła kierując się ku górze. Kiedy weszła po schodach miała przed sobą długi, jasno oświetlony korytarz. Szła nim bardzo szybko aż w końcu zatrzymała sie przy ostatnich drzwiach. Za nimi znajdował się pokój jej starszego brata Williama. Nacisnęła na klamkę i lekko pchnęła drzwi. Wchodząc do środka jej oczom stopniowo zaczęły ukazywać sie pomarańczowe ściany i powieszone na nich zdjęcia szkolnej drużyny puchonów. 
-Co się stało? - zapytał Willy nie podnosząc sie nawet z łóżka, gdy zobaczył Olivię.  
-Nic takiego. Chciałam się tylko dowiedzieć, czy nie chcesz pograć ze mną trochę w quidditcha. Bardzo mi się nudzi. - W jej głosie zabrzmiała błagalna nuta. W tej samej chwili chłopak wstał i podszedł do niej. 
     Był to całkiem wysoki nastolatek z burzą dredów na głowie. Jego wielkie brązowo - zielone oczy, tak bardzo różne od ogółu wpatrywały się teraz w postać siostry. Ubrany był w ciemne spodnie od dresu i czerwony T-shirt. Usiadł na krześle obok biurka, wziąl do ręki jakiś papierek i odpowiedział wyraźnie zaciekawiony propozycią:
-A Adrian też idzie? 
-Nie wiem. Nie pytałam go jeszcze.  - Adrian był rok starszy od Olivii i właśnie rok temu zaczął naukę w Hogwarcie. Po reformach ze strony Ministerstwa Magii wiek szkolny został zmieniony, ponieważ zdobywanie wiedzy zaczynało się od 14 lat. Olivia stwierdziła, że Willy'ego będzie jej o wiele łatwiej namówić, więc poszła najpierw jego się zapytać. - W sumie znając jego może się teraz czegoś uczyć, albo odrabiać prace domowe, ale chodźmy go zapytać. 
William podniósł się leniwie z łóżka, włożył na nogi kapcie i wyszedł z pokoju za siostrą. Jedne drzwi wcześniej to magiczne wrota do pokoju Adriana, przynajmniej tak głosił napis wyskrobany w drewnie. Olivia lekko zapukała i nie czekając na odpowiedź, otworzyła drzwi. Ten pokój znacznie różnił sie od poprzedniego. Na wszystkich żółtych ścianach wisiało pełno notatek z różnych dziedzin nauki. Wszystkie półki, na których nie leżały książki zawalone były jakimiś mugolskimi gratami jak drapaczka do pleców, czy małe stojące i nie ruszające się modele samochodzików. W końcu pokoju, przy wielkim, zawalonym pergaminami biurku siedział Adrian.
-Chcesz pograć z nami w quidditcha? - rzucił krótko Willy i widząc, że jego brat zajęty jest pisaniem czegoś nie spodziewał się za bardzo odpowiedzi twierdzącej. 
-Mogę - Na twarzy Olivii pojawił sie szeroki uśmiech. - ale tylko na pół godziny. Mam pełno wakacyjnych prac domowych do napisania. - Olivia nigdy nie wiedziała, dlaczego jej starsi bracia zostawiają to wszystko na ostatnia chwilę. Przecież, gdyby odrobili wszystkie lekcje na początku wakacji, to później w takich momentach jak teraz nie byłoby czym się martwić, ale obydwoje byli tak uparci, że nie dało im się tego przemówić. 
Adrian, który teraz odsunął się od biurka zostawiając na nim stosy pergaminów , okazał się być niewiele wyższym od Olivii piętnastolatkiem, niczym nie wyróżniającym się od zwykłego mugola. Włosy miał na krótko ścięte, oczy zielone i na małym nosie okulary bez oprawek. 
-Niestety teraz musze poprosić Was o wyjście - powiedział uprzejmym głosem i chwytając spodnie zasugerował im wyraźnie, że musi sie przebrać. Olivia i Willy opuścili pokój i usiedli na korytarzu. 
-Czego się najbardziej boisz? - zapytał ni stąd ni z owąd Willy.
-Ale w związku z czym? - Olivia nie kryjąc swojego zaskoczenia spojrzała na brata, który cały czas bacznie ją obserwował. 
-Czego sie boisz, gdy pojedziesz do Hogwartu. - William miał dziwny zwyczaj patrzenia komuś prosto w oczy podczas rozmowy, co znacznie uniemożliwiało jakiekolwiek kłamstwo lub nieszczerość. 
-Hmmm...  - westchnęła Olivia - chyba tego, że nie będę w Huffelpuffie. Przecież każdy tego ode mnie oczekuje. - Brązowo-zielone oczy przeszyły jej spojrzenie. 
-Nie masz na to wpływu. Niestety... - odezwał się po chwili namysły Willy. - To co zdecyduje tiara jest niezmienne, ale znając twoją niezwykłą osobowość obiecuję Ci, że odnajdziesz się w każdym z domów. 
Najstarszy brat Olivii nigdy nie mówił czegoś, co nie byłoby zgodne z prawdą albo czegoś, czego nie byłby pewny. Ona wierzyła mu w każdej sytuacji, więc dlaczego  teraz miałaby mu nie ufać? Czy na prawdę i tym razem jest tak jak on mówi? Rozważania przerwał jej Adrian, który właśnie w tym momencie wyszedł z pokoju ubrany już w ciemne jeansy i bluzę. 
-To idziemy? - zapytał i nie czekając na odpowiedź zaczął schodzić powoli w dół. Olivia i Willy wstali i poszli za nim. Kiedy cała trójka znalazła się na dole i zmieniała buty,  do przedpokoju weszła Lilly. 
Ich mama była około czterdziestoletnią czarownicą w blond włosach i młodo wyglądającej, sympatycznej, delikatnej twarzy. 
-Dokąd się wybieracie? 
-My... Idziemy pograć w quidditcha - powiedział niepewnie Adrian. 
-Dobrze, byle by nie za długo. - zgodziła się mama  - Macie przecież naukę. - Dodała po chwili zastanowienia zerkając z uśmiechem na Williama i Adriana. 
Wszyscy wyszli z domu i biegiem udali się do starej stodoły stojącej za domem. Olivia, która swoja miotłe zostawiła na ich rodzinnym mini stadionie czekała na chłopaków przed wejściem. Kiedy wyszli, wskoczyli na  miotły i lecieli na nich tak wolno aby siostra mogła za nimi nadążyć.
-Nie mogę po prostu dosiąść się do jednego z Was? - zapytała poirytowana Olivia. - To byłoby dużo szybsze.
-Ale nie byłoby zabawy. - odparł roześmiany Adrian. 
Był on nieraz w przeciwieństwie do Willy'ego trochę złośliwy w stosunku do siostry, lecz ona nigdy się tym zbytnio nie przejmowała. Uszczypliwe komentarze brata traktowała raczej jako coś, co mimo wielkiej wiedzy, świadczyło o niskim poziomie jego inteligencji. 
Doszli w końcu na stadion i Olivia podbiegła szybko do swojej miotły. Willy podleciał do małej drewnianej budki i otworzywszy drzwi wyjął z niej wielki kufer z piłkami. 
- Dobra. - oświadczył krótko. - Olivia masz pałkę. Adrian my gramy przeciwko sobie. - powiedział stanowczo, a siostra zadowolona z przydzielonej jej pozycji chwyciła łapczywie kij i obdarowała brata dziękczynnym uśmiechem. 
Cała trójka wsiadła pośpiesznie na miotły i i Willy uwolnił jednego tłuczka, oraz wyjął kafel, który podał Olivia. Ona podrzuciła go do góry i zaczęła się gra.
Nie było w tym nic specjalnego, gdyby ktoś patrzył na nich z boku, ale dla tego rodzeństwa quidditch był tym, za czym tak bardzo przepadali. Jedyne zajęcie, które ich łączyło i mogli przy grze spędzić trochę czasu razem. 
Noc biegła zaskakująco szybko i kiedy Adrian spojrzał na zegarek przerażony zleciał szybko na ziemię. 
-Coś się stało? -krzyknęła Olivia trochę zaniepokojona o brata.
-Eee... Tak! - odpowiedział jej szybko - Gramy juz dwie godziny, musimy szybko wracać do domu. 
-Dobra juz lecimy. Olivia daj kija. - Powiedział Willy oczywiście po krótkim zastanowieniu. Przy pierwszym lepszym zbliżeniu do niego tłuczka, uderzając w niego kijem skierował go prosto do skrzyni, którą Adrian szybko zamknął. Olivia i Wiliam zlecieli na dół i szybko dołączyli do Adriana, który juz kierował sie w stronę domu. 
Droga minęła im w ciszy z jednym przystankiem, by odłożyć miotły. Kidy weszli do domu starali się nie robić hałasu, by nie obudzić rodziców, którzy pewnie już leżeli w łóżkach. Cała trójka dosłownie wbiegła do góry i wszyscy pozamykali się w swoich pokojach. 
Olivia, gdy tylko weszła, rzuciła się na łóżko i wzięła pierwszą lepszą książkę, którą zobaczyła na półce. Przeglądając w niej obrazki zdała sobie sprawę z tego, że już jutro odwiedzi znowu ulicę Pokątną jednak tym razem, w celu zrobienia zakupów dla niej. Przepełniona tą szczęśliwą myślą przebrała się w kraciastą piżamę i położyła leniwie do łóżka. 

1 komentarz:

Obserwatorzy

Tekst

123 Lorem ipsum

Statystyka

Popularne posty