wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 3.

Pierwsza podróż.

W ten piękny, jeszcze sierpniowy wieczór, Olivia siedziała na łóżku i była bardzo pochłonięta czytaniem swojej nowej książki.  Nie sądziła, że kiedykolwiek tak ją wciągnie coś, co nie wymaga ruchu. Była raczej kinetykiem, więc nauka i siedzenie w miejscu nie koniecznie sprzyjały jej rozwojowi.  Mimo że lektura bardzo ją ciekawiła, to nie mogła niestety odwlec od siebie myśli o jutrzejszej podróży. Jeszcze tylko te parę godzin. Gorączkowo rozmyślała, czy na pewno wszystko spakowała. Raz po raz przychodziły jej do głowy różne rzeczy, które mogłaby wcisnąć do swojego wielkiego kufra, ale niestety mimo jej szczerych chęci nie było już miejsca. "Czy ze mną jest coś nie tak?" pytała siebie w duchu, myśląc o tym, jak bardzo się boi pojechać do szkoły. "Przecież Adrian też w zeszłym roku panikował jak dziki" odpowiadała sobie, żeby jakoś przegonić myśli o swoim  prawdopodobnym dziwactwie. 
Powoli dochodziła 23. Olivia już trochę zmęczona wzięła swoją piżamę w kratkę, założyła kapcie i poszła do łazienki aby się umyć. Kiedy wracała zauważyła wychodzącego ze swojego pokoju Williama.
-Hej Olivia! - powiedział siląc się na beztroski ton.
-W porządku. - odpowiedziała Olivia. - Coś się stało? - dodała kontrolnie widząc, że jej brat jest jakiś inny niż zwykle. 
-Nie. Wszystko jest OK. - uśmiechnął się i zszedł na dół. 
Wzruszywszy tylko ramionami, Olivia poszła z powrotem do swojego pokoju i pełna myśli "Jak to będzie?" położyła się spać. 
 Blask pierwszego wrześniowego słońca obudził dziewczynę już o 6.00. Wstała leniwie i podeszła do kufra.  Siedziała przy nim przez chwilę całkowicie bez celu, ale nagle w jej głowie zrodził się pewien pomysł. Biorąc pod uwagę, że mimo wszystko i tak ma jeszcze sporo czasu, zaczęła wykładać wszystkie rzeczy na podłogę i wkładać je z powrotem, sprawdzając przy tym, czy na pewno niczego nie zapomniała. Nie minęła godzina, a ona usłyszała pierwsze kroki gdzieś w okolicach łazienki. Zrozumiawszy, że chyba zaraz będzie śniadanie, pościeliła dokładnie łóżko i ostrożnie położyła na nim kufer. Spojrzała jeszcze na biurko, gdzie stała klatka z jej ukochaną fretką i wyszła z pokoju. 
Na korytarzu było spokojnie, jednak z kuchni dobiegały jakieś glosy. Zeszła na dół po skrzypiących schodach i znalazła się w trochę ciasnym korytarzu, którym natychmiast ruszyła w stronę kuchni. 
-Dzień dobry mamo! - powiedziała pogodnie do Lily, która oczywiście była w trakcie przygotowywania śniadania. Przy stole siedział już Adrian napuszony i dumny jak zwykle. Olivia nawet się z nim nie przywitała. Jeśli nie chodziło o Quidditcha, nie mieli ze sobą wspólnych tematów. Usiadła więc na swoim stałym miejscu i grzecznie czekała na śniadanie. W pewnym momencie zdała sobie z czegoś sprawę. Zawsze o tej porze tata jest już tutaj i wcina jak wściekły kanapki lub bekon. Myśl ta dręczyła ją jeszcze przez parę minut, więc w końcu zapytała:
-Mamo! Gdzie jest tata? - i popatrzyła się na nią nie ukrywając zdziwienia. 
-Pojechał. Dziś w nocy dostał sowę z Ministerstwa Magii i musiał pilnie lecieć do Londynu. - dla nich takie sytuacje nie stanowiły żadnej nowości. Nieraz zdarzało się, że Walden zostawał wzywany w jakiejś ważnej sprawie, ale nikt nie wnikał, czego one dotyczyły. 
Po niecałych pięciu minutach do reszty dołączył zaspany Willy. Szedł wolno, wcale się nie spiesząc. Widać, że nie za bardzo chciał wracać do Hogwaru. Ta nauka i pełno obowiązków. 
Przy śniadaniu w gronie rodziny czas zleciał bardzo szybko. kiedy Olivia znowu spojrzała na zegarek dochodziła dziesiąta. Wszyscy zrozumieli, że pora znieść wszystkie kufry na dół i włożyć je do samochodu. W pośpiechu weszli do góry i zaczęli po kolei schodzić na dół, dźwigając za sobą wielki torby. Kiedy wszystkie bagaże znalazły się w bagażniku i każdy znalazł sobie miejsce w  aucie, Olivia zrozumiała, że to już ten moment. Do domu wróci dopiero za pół roku na święta. Nigdy nie oddalała się z rodzinnego miasta na tak długo. W jej głowie była mieszanka wielu tysięcy uczyć. Wirowały w  niej niczym liście unoszone porywistym listopadowym wiatrem.  Samochód powoli zatoczył się na ulicę i skręciwszy w prawo, ruszyli prosto przed siebie długą ulicą. 

***

Stacja King's Cross była zatłoczona. To miejsce 1 września zawsze skupiało w sobie wielu czarodziei i niemniej mugoli. Olivia prowadziła powoli swój wózek prosto przed siebie. Willy, który szedł pierwszy nie był ani trochę zadowolony z tego, że znów wjedzie w tą ścianę, znajdzie się na niezwykłym peronie i wsiądzie do czarno - czerwonego Express'u Hogwart. Adrian w przeciwieństwie do brata nie ukrywał swojego podniecenia. Podobnie jak Olivia nie mógł się doczekać ich peronu. Kiedy minęli tablicę z napisem 9 zrozumieli, że to już tutaj. Przejście między peronami 9 a 10 nie było zauważalne nawet dla czarodziei. Lilly, która prowadziła rodzeństwo na pociąg, bez najmniejszego problemu przeniknęła przez ścianę. Dziwne jest to, że jak dotąd żaden zwykły człowiek tego nie zauważył. Ale cóż. Wiele jest rzeczy nie wyjaśnionych na tym świecie. Willy i Adrian już znaleźli się po drugiej stronie. Teraz została tylko ona, wózek i ściana. Zamknęła szczelnie uczy i ustawiwszy wcześniej wózek na wprost ceglanego muru, przeszła na peron numer dziewięć i trzy czwarte. 
Jej oczom od razu ukazał się tłum miotających się wszędzie czarodziei. Na całej stacji panowała wrzawa, a w z lokomotywy pociągu unosiła się gęsta para, która owładnęła już całe to niezwykłe miejsce. 
-Hej! - krzyknął ktoś z oddali machając do Oliviii. Biegła kuniej wysoka dziewczyna, ubrana w ślizgońskie szaty, której jeszcze nigdy nie widziała. 
-Hej. - Odpowiedziała uprzejmie nie bardzo wiedząc, do kogo się zwraca. 
-Ty jesteś Olivia, prawda? - zapytała dziewczyna, ale nie dała jej czasu na odpowiedź. - Alexa mi o Tobie opowiadała. Bardzo mi miło. Ja jestem Hanna... - w całym tym potoku słów nie było słychać ani jednej przerwy. Kiedy w końcu skończyła gadać, dała Olivii dojść do głosu:
-Też mi miło. - podała jej rękę i uśmiechnęła się szeroko do nowo poznanej koleżanki. Dziwiło ja trochę, że jak dotąd poznaje osoby tylko ze slytherinu. Pominęła jednak ten fakt, bo rozmyślania przerwała jej Hanna, która wzięła ja za rękę i pociągnęła w stronę wejścia do pociągu. 
-Zaczekaj chwilę. - powiedziała i lekko wyrwała rękę z uścisku dziewczyny. - Musze pożegnać się z mamą. Zaraz wracam - rzuciła krótko i szybko pobiegła do Lily stojącej i patrzącej z duma na jej dzieci wsiadające do express'u. Uwiesiła jej ręce na szyi, pocałowała gorąco w policzek i wróciła z powrotem do czekającej przy kufrze Hanny. 
-Chcesz usiąść z nami? - zapytała szybko. - To znaczy ze mną, Alexą i jeszcze paroma innymi. 
-Pewnie. - powiedziała Olivia pod wpływem impulsu, ponieważ i tak nikogo innego tam nie znała. '
Weszła do zatłoczonego pociągu, taszcząc za sobą ciężki kufer.  Przeszła obok paru przedziałów i weszła do jednego z następnych. Siedziały w nim trzy osoby, wszystkie ubrane w czarno - zielone szaty. Hanna przytrzymała jej drzwi i weszła do środka. 
-Cześć! - powitał ja jakiś przystojny ślizgon. - Jestem Ryan Carter.  - i wyciągnął do niej rękę. 
-Olivia Pringle. - potrząsnęła dłonią nowego kolegi, a ten pomógł jej włożyć bagaż na półkę. 
-Bardziej pasowałoby Liv! - stwierdził ktoś spod okna. była to dziewczyna z dziwnym wyrazem twarzy. Olivia nie wiedziała co zrobić, więc kiwnęła potakująco głową i zajęła miejsce przy Hannie. 
-Jak końcówka wakacji? - zapytała Alexa, wychylając do niej głowę. 
-W porządku. A u Was? - spytała, omiatając wzrokiem każdego w przedziale. 
-Super. - odpowiadały jej pojedyncze głosy. 
Podróż mijała szybko. Za oknem robiło się szaro, a mimo to rozmowa w przedziale slytherinu nadal płynęła miło. Niektóre osoby gawędziły o wakacjach, inni wspominali rok szkolny, a Hanna namiętnie opowiadała Alexie o jej planach co do reprezentacji Quidditcha. Olivia, która i wkręciła się w żaden z tematów spoglądała na korytarz, gdzie raz po raz przechodziły różne osoby. Jedni starsi, jedni młodzi, ale mimo wszystko mogła popatrzeć na ich twarze i porozmyślać o szkole. 
W pewnym momencie, Olivia zauważyła na korytarzu młodego chłopaka, który rozmawiał ze starszą od niego krukonką. Miał długie, czarne włosy i sympatyczną twarz. Po oczach poznała, że nie jest zbytnio zainteresowany rozmową. Od razu wydał jej się ładny, a po uniwersalnej szacie zrozumiała, że jest w pierwszej klasie. Chłopak popatrzył w okno, pożegnał się z dziewczyną i wrócił w długi korytarz. Olivia również spojrzała przez szybę i jej oczom ukazał się piękny, oświetlony zamek z mnóstwem migających wież . Z głową pełną mieszanych uczuć wyciągnęła z kufra czarną szatę i wyszła z przedziału aby się przebrać. Już tylko kilkanaście minut i przestąpi próg szkoły, której tak bardzo zawsze chciała być częścią. 

1 komentarz:

Obserwatorzy

Tekst

123 Lorem ipsum

Statystyka

Popularne posty