sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 7.

Najbardziej przejmująca opowieść.

 Tydzień mijał bardzo szybko, głównie na poznawaniu nowych kolegów, nauczycieli i uczenie się jak dotąd nie znanych przedmiotów. Mimo, że większość godzin była lekcjami organizacyjnymi, to nie można było narzekać. Żadna osoba nie załapała jeszcze pracy domowej, choć w głębi duszy Olivia bardzo chciał się dowiedzieć, czy jest to naprawdę aż takie złe jak opisywali jej bracia. W każdym razie czekała ją jeszcze jedna lekcja, jakiej nie miała, i jeszcze jedna nauczycielka, której nie znała.  Historia magii.  Przez ten czas, kiedy nie miała zajęć, Hanna i Alexa oprowadzały ją po szkole, więc zdążyła poznać drogę do tej sali.  W piątek, zaraz po  zielarstwie, udały się z Nel na drugie piętro, gdzie w dość oddalonym korytarzu znajdowała się klasa historii magii.
-Podobno to jest okropne! – powiedziała Nel poprawiając torbę na ramieniu, gdy przechodziły obok trochę zardzewiałej  zbroi.
-Ale co jest takie okropne? – zdziwiła się Olivia nie bardzo wiedząc o czym mówi, ponieważ jeszcze przed chwilą gawędziły o ulubionych zespołach.
-No przecież Historia Magii! – wydawało się, że jest jeszcze bardziej roztrzepana niż zwykle.  – Wszyscy twierdzą, że jest strasznie, chociaż babka całkiem niezła. Nie wiem co myśleć.  Pewnie będzie nudno. A może… - głos jej się na chwilę zawiesił i wyglądało na to, że po raz pierwszy myśli zanim coś powie – Może będziemy się uczyć o I Bitwie o Hogwart?
Olivia znała całą historie bardzo dobrze. Modliła się w duchu, żeby tylko nie przerabiali takiego tematu. Na pewno wtedy wszyscy dowiedzieli by się, że ona jest wnuczką tego „wybrańca”, a przecież to stare dzieje.  Chociaż patrząc z drugiej strony, jeżeli ta profesor jest rzeczywiście taka OK. to pewnie by tego nie wygadała. Nie wiedziała w końcu czego może się spodziewać. Zewsząd dochodziłyby pewnie szepty za jej plecami, że łatwo dostaje wybitne, że ma względy u wszystkich nauczycieli, bo przecież jest najbliższą rodzina legendy tej szkoły. Reszta drogi minęła raczej w milczeniu. Kiedy weszły do klasy razem z innymi uczniami zobaczyli, że niczym nie różni się od klasy transmutacji, która jednak nie zrobiła na nich zbyt dużego wrażenia jako przedmiot. Podwójne ławki ustawione jedna za drugą, na środku centralnej ściany wisiała wielka tablica, a w rogu stało mosiężne biurko. Z każdej strony zerkały na nich książki ustawione równo na zakurzonych półkach. Olivia i Nel usiadły razem w drugiej ławce. Zawsze tak robiły, ponieważ nie wyszły wtedy na zbytnio ani na zbyt mało zainteresowane lekcja. Było to raczej miejsce odpowiednie lub jak to nazwały – złoty środek.
Liv rozpakowała swoje rzeczy i ułożyła równo na ławce.  Po czym zwróciła się do Nel:
-Już mi się tu nie podoba. – w jej głosie słychać było nutę zawiedzenia. Czuła, że będzie to nudny przedmiot i na pewno dzisiaj nie dowie się jak to jest mieć prace domową.
-Mi tez. – szepnęła Nel, bo już kroczyła ku nim niska, starsza czarownica. Wyglądała na niezbyt ogarniętą i mało kompetentną, ale szła pewnie tak, jakby wiedziała dokładnie czego chce. Stanęła na środku sali i powitała ich serdecznie. Po nużącym wykładzie na temat systemu pracy i oceniania, które wszyscy już doskonale znali, musiała dowiedzieć się, czy ktoś ma jakieś pytania. Oczywiście na żadnym przedmiocie nikt jakoś się nie wyrywał, żeby o coś spytać, ale teraz, ku zdziwieniu Olivii prawie całe klasa poderwała ręce do góry.  
-Amy Li! – powiedziała stanowczo profesor Colluci wskazując ręką na dziewczynę, która siedziała w pierwszej ławce bocznego rzędu. Olivia znała ją już z innych przedmiotów, a poza tym, była z nią w pokoju. To ona spała pierwszego dnia w dormitorium, kiedy wychodziła na śniadanie. Wszystkie głowy zwróciły się teraz na nią, a Amy zaczęła mówić:
-Myślę, że ten przedmiot na pewno wszystkich zaciekawi, ale czy będziemy uczyć się o Bitwie o Hogwart. – wszystkie trzymane w górze ręce opadły, jakby każdy chciał zadać to samo pytanie.
-No cóż – tym razem każdy świdrował wzrokiem nauczycielkę – Niestety pierwsza klasa nie obejmuje tego materiału – powiedziała z przykrością i spojrzała na Olivię. – Ale jeżeli chcecie dowiedzieć się co miało wtedy miejsce najlepiej, jeśli spytacie zaufanego źródła, które siedzi w drugiej ławce. – Uśmiechnęła się i wskazała ręką w stronę Olivii, która lekko się zaczerwieniła. Wiedziała, że kiedyś będzie musiało do tego dojść, ale żeby tak od razu w pierwszym tygodniu szkoły? Willy i Adrian jakoś zdołali zachować tajemnicę przez tyle lat, aż tu nagle przychodzi ona i wszystko się psuje.
-Nie rozumiem. – odezwał się jakiś głos na końcu klasy. Jeszcze tego brakowało. – Dlaczego Liv miałby o wszystkim wiedzieć? –teraz nawet Nel patrzyła na nią ze zdziwieniem.
-Otóż… Nie każdy ma przyjemność być w klasie z wnuczką sławnego Harry’ego Potter’a.
W klasie rozległy się jęki podniecenia. Olivia uśmiechnęła się i schowała głowę w  rękach. To wszystko nie tak. Nikt nie miał się dowiedzieć. Ona wcale nie potrzebuje sławy i tego wszystkiego co miał jej dziadek. Chce po prostu dobrze się uczyć i mieć przyjaciół to wszystko… Dobrze, że nie ma jeszcze jakiegoś tajemniczego znamienia jak on, bo wtedy już kompletnie byłaby skończona. Te miliony spojrzeń penetrujące jeden jedyny punkt na jej ciele. To musiałoby być paskudne uczucie.
-Mam nadzieję, że będzie nam się wspaniale razem pracowało. Na dzisiaj to tyle. Do widzenia. – powiedziała wesoło pani profesor i zamaszystym ruchem ręki dała znać uczniom, że mogą wyjść z klasy.
Olivia i Nel spakowały swoje książki do toreb i ruszyły w kierunku dormitorium. Słońce wlatywało do zamku przez małe okienka z wymalowanymi pięknymi witrażami.
-Idźmy na błonia – rzuciła krótko Liv. Nie chciała wracać w tak przytłaczającej chwili do pokoju wspólnego, w którym już wszyscy na pewno wiedza. Była tu zaledwie tydzień, a już zdążyła się dowiedzieć, że są osoby, które bardzo lubią przynosić do ślizgońskiego salonu wszystkie nowinki. Miała na myśli oczywiście Simona. Mimo jego prześlicznego wyglądu był nieznośny i upierdliwy. Niczego nie umiał zatrzymać dla siebie, więc wolała nie dzielić się z nim żadnymi przemyśleniami, czy uwagami.
-Dobra. Wnuczko Pottera! – powiedziała z przekąsem jakby czuła się urażona.
-Nel!!! – krzyknęła głośno rozwścieczona Olivia. – Nie mogłam ci powiedzieć! Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział. – ten dzień powoli zamieniał się w koszmar. Podobny do tych, o których opowiadał jej dziadek. – Przepraszam. – szybko przywróciła się do pionu.
-Spoko. Ale to fajnie. Ja bym się cieszyła, pewnie każdemu bym o tym opowiadała. – w jej głosie dało się słyszeć ten sam beztroski ton, co kiedyś. – I oczywiście…. – dodała po chwili – możemy iść na błonia.
Ruszyły zatłoczonym korytarzem w kierunku drzwi wyjściowych. Opuściwszy zamek wylała się na nie fala jasnych promieni słonecznych. Mimo, że wielkimi krokami zbliżała się jesień, dni były gorące i aż trudno było wysiedzieć w szkole. Szły powoli ku rosnącemu na skraju jeziora drzewu. Będąc na miejscu rzuciły torby i usiadły opierając się o gruby pień. 
-A jaki on jest? – widać było, że Nel, mimo że czuje, iż pytanie jest nietaktowne musiała je zadać.
-Cóż. Dziadek jak dziadek. – Olivia nie wiedziała co odpowiedzieć. Dla niej był po prostu zwykłym człowiekiem. Takim jak jej tata, czy mama. W pewnym momencie zobaczyła, że Nel zaczyna machać w stronę zamku. Odwróciła głowę i ujrzała Hanne z Alexę idące w ich stronę.
-Hej! – powiedziała wesoło Hanna i razem z koleżanką usiadły obok niej i Nel. – Słyszałam co było na historii magii. Wnuczka Pottera, niebywałe…! – i poklepała ja po ramieniu zachowując się przez chwile zupełnie jak chłopak.
-Dlaczego nam wcześniej nie powiedziałaś? – spytała Alexa, choć w jej głosie była nuta podniecenia, nie było to tak widoczne jak u innych osób.
-Nie chciałam. Willy i Adrian jakoś zatajali prawdę przez tyle lat, a tu przychodzi taka ja i wszystko psuje. Ja nie chcę być traktowana wyjątkowo. To podobno nie jest w cale miłe. – powiedział sugerując, że nie chce dalej drążyć tego tematu, ale ciekawość przyjaciółek jednak wygrała.
-Ale jesteś. Przecież gdyby nie ON, historia tej szkoły nie była by taka super. To jest przecież legenda! – Hanna nadal wpatrywała się w nią obsesyjnym wzrokiem. – Sądzę, że opowiesz nam całą historię. – dodała z nadzieja po chwili zawahania.
-Nie. To długa historia. – Liv odpowiedziała tak szybko i z taką stanowczością w glosie, że sama siebie nie poznawała.
-Ale nie daj się prosić. Ja wiem, że ty znasz wszystkie szczegóły i wszystko. – Hanna nie dawała za wygraną. Za wszelką cenę chciała wiedzieć, co się wydarzyło. Mimo, że czytała o tym bardzo dużo, poznanie wszystkiego u wiarygodnego źródła nie jest tym samym co suche, pozbawione emocji książki.
-To naprawdę długa historia. Mój dziadek na końcu swojego szóstego roku razem z ówczesnym dyrektorem, prof. Dumbledorem, wybrali się na bardzo niebezpieczna wyprawę. Miała na celu znalezienie horkruksa, czyli jednego z przedmiotów, w którym Lord Voldemort ukrył swoją dusze. Odnaleźli jaskinię, która była naszpikowana wieloma pułapkami. Podobno aż kipiało tam od czarnej magii – przynajmniej tak mówił dziadek.  – wszyscy wlepiali w nią oczy jak w obrazek, a Olivia kontynuowała. – Po ciężkich kilkudziesięciu minutach spierania się z przeszkodami udało im się wykraść naszyjnik. Zabrali go i wrócili do szkoły. Będąc na wieży usłyszeli kroki, a dyrektor polecił dziadkowi się schować. Poszedł więc schodami na dół i nie ruszając się obserwował wszystko przez niewielkie dziury w podłodze. Zaraz potem przyszedł z tuzin śmierciożerców, a w śród nich nauczyciel eliksirów i opiekun slytherinu, profesor Snape i jego uczeń Draco Malfoy. Severus wyciągnął różdżkę i rzucił uśmiercające zaklęcie w kierunku Dumbledora. Dla dziadka był to cios poniżej pasa. Nie rozumiał kompletnie jak mógł zabić osobę, która mu ufała, ręczyła za niego i wyciągnęła do niego pomocną dłoń, gdy inni tylko go poniżali. Ale nie wnikał w szczegóły. Czym prędzej udał się na dół i popędził za kroczącymi po zalanych ciemnością błoniach smierciożercami. Rzucił w profesora Snape’a zaklęcie, ale on nie dał się tak łatwo jedno jego „Protego” i dziadek leżał na ziemi, a Severus zniknął. Po tych bolesnych wydarzeniach wrócił do domu swojego wujostwa. Udało mu się ustalić, że naszyjnik, który wykradli, był podrobiony. Pod koniec wakacji, cały skład Zakonu Feniksa zawitał do skromnego mieszkania przy Privet Drive 4.  Mimo jego dezaprobaty Alastor Moody kazał wypić im eliksir wielosokowy. Wiecie do czego służy, prawda? – wszystkie potakująco kiwnęły głowami, bo czekały niecierpliwie na to co będzie dalej – To dobrze. No więc w sumie po chwili stał tam już nie 1 a siedmiu Potter’ów. Polecieli do Nory, czyli domu Ron’a Weasley’a. To był bardzo dobrze przemyślany plan, ale gdy tylko wlecieli między chmury rozpętała się prawdziwa wojna. Niebo wyglądało jak w nowy rok. Pełno kolorowych świateł wystrzeliwanych z różdżek śmigało między głowami. Niestety mój dziadek stracił wtedy swoją sowę. Podobno była bardzo mądra i bardzo piękna. Cała biała. W każdym razie dolecieli do celu. Nie obyło się oczywiście bez ofiar. Alastor został zabity a George Weasley stracił ucho, ale to nic. Wszystko toczyło się dobrze aż do wesela jednego z braci Ron’a. Śmierciożercy zaatakowali gości i mój dziadek wraz z Ronem i Hermioną  musieli się deportować na jakąś londyńską ulicę. I Ru zaczęło się polowanie na horkruksy. Znaleźli prawdziwy naszyjnik i puchar, a potem zmuszeni byli wrócić do Hogwaru, gdzie dyrektorem został profesor Snape. I tam rozpętała się bitwa. Voldemort miał za sobą wielu popleczników. W gruncie rzeczy dziadek nie mógł walczyć, gdyż podczas tego wydarzenia nadrzędnym jego celem było zniszczenie reszty horkruksów. Był tez świadkiem, jak wąż Nagini zabija Severusa, który jednak zaraz przed śmiercia pozostawił mu pewne wspomnienie – wskazówkę. Poszedł do myślodsiewni i dowiedział się czegoś, czego najbardziej się obawiał. On był jednym horkruksem. Oznaczało to,  że musiał zginąć, aby inni mogli żyć. – Wszystkie dziewczyny zrobiły przestraszone miny. – Poszedł śmiało do Zakazanego lasu, gdzie Voldemort rzucił na niego zabójcze zaklęcie. Jednak on nie zginął. Miał wybór i wrócił. Kiedy wszyscy zobaczyli jak półolbrzym Hargid niesie jego rzekomo uśmiercone ciało, zaparło im dech w piersiach. Czuli, że wszystko już stracone.  Ale wtedy on ześlizgnął się z jego rąk i zaczął walczyć z Voldemortem. W rezultacie zabił go i ocalił cały świat magii. Ale bitwa była bardzo krwawa. Mnóstwo niewinnych osób przelało krew, abyśmy my mogli teraz tutaj siedzieć. Zamek cały był ruiną. Zginął między innymi były nauczyciel OPCM’u prof. Remus Lupin, który był wilkołakiem i jego żona Nimfadora zostawiając osieroconego syna, albo Fred Weasley. To była najbardziej bolesna strata. Jego brat bliźniak nigdy się z tym całkowicie nie pogodził. Mój dziadek z resztą też. Ale wszystko skończyło się to dobrze. I to cała historia. – Olivia skończyła a w zielonych oczach Hanny zakręciła się łza.
-To było piękne! – stwierdziła z podnieceniem i przejęciem w głosie. – I dlaczego nie chciałaś nam opowiedzieć. Takim czymś się trzeba chwalić!
-Nie inaczej! –dodała Nel, która właśnie poukładała sobie wszystko w głowie.
-Może chodźmy już do dormitorium? – Olivia była już zmęczona i zaschło jej w gardle, ale z drugiej strony czuła się spełniona, że odważyła się komuś o tym opowiedzieć.
-Dobra – Alexa z aprobata przyjęła tą propozycję. Sama również wyglądała na padniętą. Wszystkie wstały wzięły swoje torby i ruszyły w stronę zamku cały czas rozpamiętując to, co przed chwilą powiedziała im Olivia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Tekst

123 Lorem ipsum

Statystyka

Popularne posty