poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 6.

Pierwsze lekcje.

Promienie słoneczne wpadały przez duże okno w sypialni dziewcząt, kiedy Olivia podniosła się z łóżka. Spojrzała na inne posłania i zauważyła, że oprócz śpiącej w samym rogu dziewczyny, nikogo więcej nie było. Z przerażeniem popatrzyła na zegarek i odetchnęła z ulgą. Była dopiero siódma trzydzieści. Dobrze wiedziała, że śniadanie zaczyna się o ósmej, więc zdziwił ją fakt, iż pokój był prawie pusty. Nie zastanawiając się długo położyła swój kufer na łóżko i wyjęła z niego szatę w zielonych barwach. Położyła ją, usiadła i chwilę wpatrywała się w nicość.
Dlaczego akurat Slytherin? Czy to  nie mógł być Hufflepuff, zgodnie z oczekiwaniami innych? I czy teraz jej bracia, którzy tak nie lubią ślizgonów, będą się do niej przyznawali? Jednego była pewna. Co się stało, to się nie odstanie. Musi po prostu zaakceptować ten wybór i spróbować znaleźć tu sobie przyjaciół tak samo, jakby to zrobiła w innym domu. Zresztą… Chodzi przecież o naukę. Od zawsze marzyła, żeby zostać świetną uzdrowicielką, więc dlaczego miałaby przejmować się bardziej życiem towarzyskim niż zdobywaniem wiedzy, której tak dużo potrzebuje, by pracować w tym zawodzie?
Szybko otrząsnęła się z głębokiej zadumy i zaczęła się przebierać, po czym wsunęła kufer z powrotem pod łóżko i wyszła z sypialni. Zanim zamknęła drzwi spojrzała jeszcze raz w stronę śpiącej współlokatorki, która zbytnio nie kwapiła się do tego by wstać. Zeszła teraz schodami i ze wszech stron otoczyła ją zieleń i czerń, które widziała już poprzedniego wieczoru. Olbrzymi zegar  ścienny wskazywał na za dziesięć ósma, toteż postanowiła wyjść już powoli z dormitorium i udać się na śniadanie. Przeszła więc przez kamienne wrota, które pojawiły się z nikąd i ruszyła długim korytarzem w stronę wąskich schodów. Znalazłszy się w Sali Wejściowej dobiegły ją odgłosy uczniów siedzących już przy stołach i czekających na jedzenie. Weszła do Wielkiej Sali, w której drzwi były na oścież otwarte i rozglądnęła się z nadzieja, że dojrzy kogoś znajomego.  Pośród wielu uczniów, biegających niczym mrówki od stołu do stołu, dostrzegła Alexę. Podeszłą do niej i usiadła po drugiej stronie blatu.
-Olivia! Jak pierwsza noc? – zagadnęła Alexa bez chwili zwłoki.
-Było dobrze. – odpowiedziała, ale jej wzrok mimowolnie ruszył w stronę grupki chłopców, wśród których siedział Simon. Ach Simon Hodge… Próbując odtworzyć sobie w pamięci ten przepiękny, ale dość krótki rejs łódką po jeziorze, jej myśli zaczęły zakłócać dość bolesne wspomnienia z wczorajszego wieczoru.
-Liv…! Liv…! – ocknęła się i szybko odsunęła głowę do tyłu robiąc przy tym przeraźliwie śmiesznego zeza, ponieważ Hanna jak wściekła machała ręką zaraz przy jej twarzy.
-Żyję! Co się stało? – Olivia sprawiała wrażenie, jakby dopiero co się obudziła. Była rozkojarzona, bo po całej głowie błądziły jej teraz myśli związane z Simonem.
-Rozumiem, że to pierwszy dzień i niektórzy chłopcy są całkiem całkiem – uśmiechnęła się i usiadła na miejsce – ale niedługo zaczynają się lekcje i jeżeli będziesz taka nieobecna, nie załapiesz dla nas żadnych punkcików. – Hanna zwróciła się w stronę Alexy, która z wyraźną aprobata kiwała głową.  Olivia otworzyła usta, ale nie zdołała niczego powiedzieć, bo w tym samym momencie na stołach pojawiło się jedzenie i z ust Hanny wyrwało się głośnie – W końcu! – Zaraz zabrała się za wsuwanie tego, co miała na talerzu, więc Olivia nie chciała już nic dodawać i również dobrała się do śniadanie. Do czasu pierwszego kęsu nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo była głodna.
Kiedy cała złota zastawa świeciła pustkami, wszystkie głowy zwróciły się na wysokiego, dość młodego nauczyciela. Nie mógł mieć więcej niż trzydzieści pięć lat. Miał krótkie włosy wystające spod niedużej tiary, a ubrany był w schludną, białą szatę.  Szedł powoli w ich stronę, zatrzymując się przy każdym następnym ślizgonie. W ręce trzymał  jakieś kartki.
-To nasze plany zajęć – uświadomiła ją szybko Alexa widząc, że nie do końca wie, czego ma się spodziewać. –  Ciekawe jak dużo lekcji będziemy miały w tym roku, co Hanna?
-Już się boję. Ale ostrzegam Cię, że  teraz nie mam zamiaru przykładać się do nauki bardziej niż ostatnio – dodała z dość kpiącym wyrazem twarzy.  Alexa przewróciła tylko oczami i nie skomentowała jej wypowiedzi.
-Jak on się nazywa? – spytała szybko Olivia korzystając z chwili ciszy.
-Ale kto? – Hanna zdawała się być bardziej nieogarnięta niż wcześniej przypuszczała.
-Ten, który rozdaje plany lekcji. – powiedziała lekko zniecierpliwiona.
-Aaa… - Hanna pokiwała głowa na znak, że zrozumiała. – To nasz opiekun. Nicholas Malfoy. Ucz językoznawstwa, ale przynajmniej ja nie zamierzam wybierać tego przedmiotu.
-Rozumiem. Jest jakiś spokojny, czy raczej poważny i… Ogólnie znam to nazwisko z opowiadań dziadka. Podobno to był bardzo zgryźliwy, irytujący, francowaty…- Olivia nie dokończyła, bo Hanna przeraźliwie wytrzeszczała na nią oczy, co mogło oznaczać albo, żeby się odwróciła, albo uspokoiła. Stwierdziła jednak, że skorzysta z pierwszej opcji. Odkręciła głowę do tyłu i jej oczy spotkały się z oczami wysokiego profesora Malfoy’a.
-Witaj! Olivia Pringle, prawda? – potrząsnęła głową, a twarz pokrył rumieniec. Totalnie się wygłupiła i to przy pierwszym spotkaniu. Ciekawe co będzie potem, pomyślała, ale on spojrzał na nią łagodnym wzrokiem i podając małą kartkę rzekł – Oto twój plan lekcji. Mam nadzieję, że wszystkie podręczniki i potrzebne przybory są już zakupione. – znowu potrząsnęła potakująco głową. Zachowywała się  tak, jakby przed chwilą ktoś wyrwał jej język.  – To dobrze. Zaczynasz o dziewiątej, więc zważywszy na to, że zapewne nie znasz jeszcze zamku, radziłbym raczej powoli się zbierać. – powiedział pogodnie i poszedł dalej.
Olivia nieco spokojniejsza, gdy się oddalił, spojrzała na plan.
-Zaczynam od eliksirów. – powiedział wesoło w stronę koleżanek.  – Wiecie,  gdzie znajdę tą salę?
-Pewnie! – odrzekła uradowana Hanna i wstając szybko dodała. – Chodź po swoje rzeczy i jak będziemy miały dobry czas, to pokażę Ci jeszcze trochę szkoły. Olivia pobiegła szybko do sypialni. Wyjęła z kufra dużą czarną torbę i włożyła do niej pióro, atrament, parę zwojów pergaminu i książkę „Magiczne wzory i napoje”.  Chwyciła w rękę mały kociołek i wybiegła do Sali Wejściowej, gdzie czekająca na nią Hanna spojrzała na zegarek i powiedziała:
-Masz jeszcze piętnaście minut. Idziemy pozwiedzać?
-No pewnie! – i nie zwlekając, poszły po szerokich schodach w górę. 
Błąkając się po najróżniejszych korytarzach zobaczyła klasę od Obrony przed czarną magią, transmutacji i mugoloznawstawa. Wycieczka skończyła się przed mosiężnymi drzwiami na pierwszym piętrze.
-Tu Cię zostawiam. To klasa od eliksirów.  –powiedziała z uśmiechem i uciekła szybko długim korytarzem, po czym znikła Olivii z oczu. Nie czekając długo pchnęła drzwi i weszła do środka. Siedziało tam już sporo osób. Rozejrzała się szybko po klasie i usiadła w drugiej ławce uznając, że będzie to chyba odpowiednie miejsce. Uśmiechnęła się nikło do dziewczyny obok. Miała ona małe oczka i krótkie blond włosy. Nie odwzajemniła uśmiechu, ale Olivia była tak zajęta, że nie zwróciła na to uwagi. Ledwo zdążyła rozpakować swoje książki a na niewielkiej katedrze pojawiła się szczupła czarownica z  włosami upiętymi w staranny kok.  Podparła się ręką o biurko i zaczęła mówić spokojnym, ale stanowczym głosem.
-Witajcie na waszej pierwszej w tym roku lekcji eliksirów. Nazywam się Elena McCarthy i będę nauczać tego przejmującego przedmiotu.  Na pierwszy rzut oka wyglądacie na dość inteligentnych, ale zobaczymy co z tego wyniknie. – wszyscy uśmiechnęli się pod nosem a ona kontynuowała -  Jest parę rzeczy, których będę od Was wymagała. – głos jej spoważniał -  Na pewno zawsze powinniście być bezwarunkowo przygotowani. Nie przyjmuję usprawiedliwień typu „nie zrobiłem pracy domowej, ponieważ miałem inną”.  Jest to całkowicie niedopuszczalne. Powinniście zawsze mieć ze sobą podręcznik, pióro, atrament i pergamin.  Nie wymagam notatek, ale tych, którzy będą chcieli je robić, na pewno nagrodzę na koniec roku dodatkowymi punktami dla domu lub oceną z aktywności. Oczywiście jak na każdym przedmiocie, czekają Was sprawdziany, kartkówki, odpowiedź, praktyki, oraz inne formy sprawdzania wiedzy. – spojrzała pytająco na klasę – Macie jakieś pytania? – ale żadna ręka nie znajdowała się w górze.  Odczekała jeszcze chwilkę i zdecydowała się kontynuować lekcję . – Jeśli nie, to proszę otworzyć książki na stronie trzeciej i przeczytać pierwszy rozdział. Potem podam Wam podstawowe pojęcia, które na następna lekcje każdy powinien umieć opisać.  
Lekcja skończyła się szybciej niż Olivia myślała. Spakowała więc rzeczy do torby i wyszła spokojnie na korytarz starając się przypomnieć, jak dostać się do dormitorium. Idąc, poczuła, jak ktoś łapie ja za ramię.
-Jak wrażenia po pierwszej lekcji? – to była Nel. Szła cała rozpromieniona i sprawiała wrażenie lekko roztrzepanej.
-Przestraszyłaś mnie. – powiedziała Liv. – W porządku. W prawdzie spodziewałam się czegoś lepszego, ale jak na pierwszy raz nie było źle. Przynajmniej nie mamy już od pierwszej lekcji pracy domowej.
-Dokładnie. – Nel kiwnęła głową. – Co teraz mamy? – zapytała po chwili. – Zapomniałam planu.
Olivia wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni szaty małą karteczkę, z której wynikało, że powinny udać się teraz na transmutację.
-Transmutację. – powiedziała spokojnie. – Ale wygląda na to, że mamy jeszcze dobre dziesięć minut przerwy. Może pójdziemy na chwilę do dormitorium. – zasugerowała, zorientowawszy się, że nie ma żadnego podręcznika przy sobie.
-Pewnie . – zgodziła się Nel i obie ruszyły w stronę wąskich schodów prowadzących do pokoju szlachetnego domu węża. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Tekst

123 Lorem ipsum

Statystyka

Popularne posty