Pierwsze lekcje.
Promienie słoneczne
wpadały przez duże okno w sypialni dziewcząt, kiedy Olivia podniosła się z
łóżka. Spojrzała na inne posłania i zauważyła, że oprócz śpiącej w samym rogu
dziewczyny, nikogo więcej nie było. Z przerażeniem popatrzyła na zegarek i odetchnęła
z ulgą. Była dopiero siódma trzydzieści. Dobrze wiedziała, że śniadanie zaczyna
się o ósmej, więc zdziwił ją fakt, iż pokój był prawie pusty. Nie zastanawiając
się długo położyła swój kufer na łóżko i wyjęła z niego szatę w zielonych
barwach. Położyła ją, usiadła i chwilę wpatrywała się w nicość.
Dlaczego akurat
Slytherin? Czy to nie mógł być
Hufflepuff, zgodnie z oczekiwaniami innych? I czy teraz jej bracia, którzy tak
nie lubią ślizgonów, będą się do niej przyznawali? Jednego była pewna. Co się
stało, to się nie odstanie. Musi po prostu zaakceptować ten wybór i spróbować
znaleźć tu sobie przyjaciół tak samo, jakby to zrobiła w innym domu. Zresztą…
Chodzi przecież o naukę. Od zawsze marzyła, żeby zostać świetną uzdrowicielką,
więc dlaczego miałaby przejmować się bardziej życiem towarzyskim niż
zdobywaniem wiedzy, której tak dużo potrzebuje, by pracować w tym zawodzie?
Szybko otrząsnęła się
z głębokiej zadumy i zaczęła się przebierać, po czym wsunęła kufer z powrotem
pod łóżko i wyszła z sypialni. Zanim zamknęła drzwi spojrzała jeszcze raz w
stronę śpiącej współlokatorki, która zbytnio nie kwapiła się do tego by wstać.
Zeszła teraz schodami i ze wszech stron otoczyła ją zieleń i czerń, które
widziała już poprzedniego wieczoru. Olbrzymi zegar ścienny wskazywał na za dziesięć ósma, toteż
postanowiła wyjść już powoli z dormitorium i udać się na śniadanie. Przeszła
więc przez kamienne wrota, które pojawiły się z nikąd i ruszyła długim
korytarzem w stronę wąskich schodów. Znalazłszy się w Sali Wejściowej dobiegły
ją odgłosy uczniów siedzących już przy stołach i czekających na jedzenie.
Weszła do Wielkiej Sali, w której drzwi były na oścież otwarte i rozglądnęła się
z nadzieja, że dojrzy kogoś znajomego. Pośród wielu uczniów, biegających niczym
mrówki od stołu do stołu, dostrzegła Alexę. Podeszłą do niej i usiadła po
drugiej stronie blatu.
-Olivia! Jak pierwsza
noc? – zagadnęła Alexa bez chwili zwłoki.
-Było dobrze. –
odpowiedziała, ale jej wzrok mimowolnie ruszył w stronę grupki chłopców, wśród
których siedział Simon. Ach Simon Hodge… Próbując odtworzyć sobie w pamięci ten
przepiękny, ale dość krótki rejs łódką po jeziorze, jej myśli zaczęły zakłócać
dość bolesne wspomnienia z wczorajszego wieczoru.
-Liv…! Liv…! – ocknęła
się i szybko odsunęła głowę do tyłu robiąc przy tym przeraźliwie śmiesznego
zeza, ponieważ Hanna jak wściekła machała ręką zaraz przy jej twarzy.
-Żyję! Co się stało? –
Olivia sprawiała wrażenie, jakby dopiero co się obudziła. Była rozkojarzona, bo
po całej głowie błądziły jej teraz myśli związane z Simonem.
-Rozumiem, że to
pierwszy dzień i niektórzy chłopcy są całkiem całkiem – uśmiechnęła się i
usiadła na miejsce – ale niedługo zaczynają się lekcje i jeżeli będziesz taka
nieobecna, nie załapiesz dla nas żadnych punkcików. – Hanna zwróciła się w
stronę Alexy, która z wyraźną aprobata kiwała głową. Olivia otworzyła usta, ale nie zdołała niczego
powiedzieć, bo w tym samym momencie na stołach pojawiło się jedzenie i z ust
Hanny wyrwało się głośnie – W końcu! – Zaraz zabrała się za wsuwanie tego, co
miała na talerzu, więc Olivia nie chciała już nic dodawać i również dobrała się
do śniadanie. Do czasu pierwszego kęsu nie zdawała sobie sprawy z tego, jak
bardzo była głodna.
Kiedy cała złota
zastawa świeciła pustkami, wszystkie głowy zwróciły się na wysokiego, dość
młodego nauczyciela. Nie mógł mieć więcej niż trzydzieści pięć lat. Miał krótkie
włosy wystające spod niedużej tiary, a ubrany był w schludną, białą szatę. Szedł powoli w ich stronę, zatrzymując się przy
każdym następnym ślizgonie. W ręce trzymał
jakieś kartki.
-To nasze plany zajęć
– uświadomiła ją szybko Alexa widząc, że nie do końca wie, czego ma się
spodziewać. – Ciekawe jak dużo lekcji
będziemy miały w tym roku, co Hanna?
-Już się boję. Ale
ostrzegam Cię, że teraz nie mam zamiaru
przykładać się do nauki bardziej niż ostatnio – dodała z dość kpiącym wyrazem
twarzy. Alexa przewróciła tylko oczami i
nie skomentowała jej wypowiedzi.
-Jak on się nazywa? –
spytała szybko Olivia korzystając z chwili ciszy.
-Ale kto? – Hanna zdawała
się być bardziej nieogarnięta niż wcześniej przypuszczała.
-Ten, który rozdaje
plany lekcji. – powiedziała lekko zniecierpliwiona.
-Aaa… - Hanna
pokiwała głowa na znak, że zrozumiała. – To nasz opiekun. Nicholas Malfoy. Ucz
językoznawstwa, ale przynajmniej ja nie zamierzam wybierać tego przedmiotu.
-Rozumiem. Jest jakiś
spokojny, czy raczej poważny i… Ogólnie znam to nazwisko z opowiadań dziadka.
Podobno to był bardzo zgryźliwy, irytujący, francowaty…- Olivia nie dokończyła,
bo Hanna przeraźliwie wytrzeszczała na nią oczy, co mogło oznaczać albo, żeby
się odwróciła, albo uspokoiła. Stwierdziła jednak, że skorzysta z pierwszej
opcji. Odkręciła głowę do tyłu i jej oczy spotkały się z oczami wysokiego
profesora Malfoy’a.
-Witaj! Olivia
Pringle, prawda? – potrząsnęła głową, a twarz pokrył rumieniec. Totalnie się
wygłupiła i to przy pierwszym spotkaniu. Ciekawe co będzie potem, pomyślała,
ale on spojrzał na nią łagodnym wzrokiem i podając małą kartkę rzekł – Oto twój
plan lekcji. Mam nadzieję, że wszystkie podręczniki i potrzebne przybory są już
zakupione. – znowu potrząsnęła potakująco głową. Zachowywała się tak, jakby przed chwilą ktoś wyrwał jej język. – To dobrze. Zaczynasz o dziewiątej, więc zważywszy
na to, że zapewne nie znasz jeszcze zamku, radziłbym raczej powoli się zbierać.
– powiedział pogodnie i poszedł dalej.
Olivia nieco
spokojniejsza, gdy się oddalił, spojrzała na plan.
-Zaczynam od
eliksirów. – powiedział wesoło w stronę koleżanek. – Wiecie,
gdzie znajdę tą salę?
-Pewnie! – odrzekła uradowana
Hanna i wstając szybko dodała. – Chodź po swoje rzeczy i jak będziemy miały
dobry czas, to pokażę Ci jeszcze trochę szkoły. Olivia pobiegła szybko do
sypialni. Wyjęła z kufra dużą czarną torbę i włożyła do niej pióro, atrament,
parę zwojów pergaminu i książkę „Magiczne
wzory i napoje”. Chwyciła w rękę
mały kociołek i wybiegła do Sali Wejściowej, gdzie czekająca na nią Hanna spojrzała
na zegarek i powiedziała:
-Masz jeszcze
piętnaście minut. Idziemy pozwiedzać?
-No pewnie! – i nie
zwlekając, poszły po szerokich schodach w górę.
Błąkając się po
najróżniejszych korytarzach zobaczyła klasę od Obrony przed czarną magią, transmutacji
i mugoloznawstawa. Wycieczka skończyła się przed mosiężnymi drzwiami na pierwszym
piętrze.
-Tu Cię zostawiam. To
klasa od eliksirów. –powiedziała z
uśmiechem i uciekła szybko długim korytarzem, po czym znikła Olivii z oczu. Nie
czekając długo pchnęła drzwi i weszła do środka. Siedziało tam już sporo osób.
Rozejrzała się szybko po klasie i usiadła w drugiej ławce uznając, że będzie to
chyba odpowiednie miejsce. Uśmiechnęła się nikło do dziewczyny obok. Miała ona
małe oczka i krótkie blond włosy. Nie odwzajemniła uśmiechu, ale Olivia była
tak zajęta, że nie zwróciła na to uwagi. Ledwo zdążyła rozpakować swoje książki
a na niewielkiej katedrze pojawiła się szczupła czarownica z włosami upiętymi w staranny kok. Podparła się ręką o biurko i zaczęła mówić
spokojnym, ale stanowczym głosem.
-Witajcie na waszej
pierwszej w tym roku lekcji eliksirów. Nazywam się Elena McCarthy i będę
nauczać tego przejmującego przedmiotu. Na pierwszy rzut oka wyglądacie na dość
inteligentnych, ale zobaczymy co z tego wyniknie. – wszyscy uśmiechnęli się pod
nosem a ona kontynuowała - Jest parę
rzeczy, których będę od Was wymagała. – głos jej spoważniał - Na pewno zawsze powinniście być bezwarunkowo
przygotowani. Nie przyjmuję usprawiedliwień typu „nie zrobiłem pracy domowej,
ponieważ miałem inną”. Jest to
całkowicie niedopuszczalne. Powinniście zawsze mieć ze sobą podręcznik, pióro,
atrament i pergamin. Nie wymagam
notatek, ale tych, którzy będą chcieli je robić, na pewno nagrodzę na koniec
roku dodatkowymi punktami dla domu lub oceną z aktywności. Oczywiście jak na
każdym przedmiocie, czekają Was sprawdziany, kartkówki, odpowiedź, praktyki,
oraz inne formy sprawdzania wiedzy. – spojrzała pytająco na klasę – Macie jakieś
pytania? – ale żadna ręka nie znajdowała się w górze. Odczekała jeszcze chwilkę i zdecydowała się kontynuować
lekcję . – Jeśli nie, to proszę otworzyć książki na stronie trzeciej i
przeczytać pierwszy rozdział. Potem podam Wam podstawowe pojęcia, które na następna
lekcje każdy powinien umieć opisać.
Lekcja skończyła się
szybciej niż Olivia myślała. Spakowała więc rzeczy do torby i wyszła spokojnie
na korytarz starając się przypomnieć, jak dostać się do dormitorium. Idąc,
poczuła, jak ktoś łapie ja za ramię.
-Jak wrażenia po
pierwszej lekcji? – to była Nel. Szła cała rozpromieniona i sprawiała wrażenie
lekko roztrzepanej.
-Przestraszyłaś mnie.
– powiedziała Liv. – W porządku. W prawdzie spodziewałam się czegoś lepszego,
ale jak na pierwszy raz nie było źle. Przynajmniej nie mamy już od pierwszej
lekcji pracy domowej.
-Dokładnie. – Nel kiwnęła
głową. – Co teraz mamy? – zapytała po chwili. – Zapomniałam planu.
Olivia wyciągnęła z wewnętrznej
kieszeni szaty małą karteczkę, z której wynikało, że powinny udać się teraz na transmutację.
-Transmutację. –
powiedziała spokojnie. – Ale wygląda na to, że mamy jeszcze dobre dziesięć
minut przerwy. Może pójdziemy na chwilę do dormitorium. – zasugerowała,
zorientowawszy się, że nie ma żadnego podręcznika przy sobie.
-Pewnie . – zgodziła się
Nel i obie ruszyły w stronę wąskich schodów prowadzących do pokoju szlachetnego
domu węża.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz